Z ust detektywa wydobyl sie gluchy jek. Nie czul sie juz ani przyjemny, ani odwazny. Serce pekalo mu spośród zalu, ledwie zdolal powstrzymac lkanie. -Wujku Johnie, wujku Johnie - powtarzala slabym, zalosnym glosikiem.Jannie nie zginela, Jannie zyje, pomyslal najpierw, a pozniej niemalze wykrzyczal te slowa. Chcial ta reguła obezwladnic gapiow. "Skonczcie spośród niniejszymi wyjątkowymi domyslami oraz klamstwami!" Chcial dowiedziec sie całkowitego z razu, jednak zatem nie bylo mozliwe. -Ja rowniez jestem agentem. Sampson pochylil sie ponad Jannie, swoja chrzestna coreczka, ktora kochal jak wlasne dziecko. Z późnej koszulki ubrudzonej krwia rozchodzil sie zapach, ktory znowu przyprawil go o mdlosci. Smugi krwi widnialy tez we wlosach Jannie, troskliwie splecionych w warkoczyki. Byla taka poważna spośród aktualnych warkoczy, ze zaufanych wspanialych wlosow. Boze kochany, jak moglo do niniejszego dojsc? Gdy zatem sie stalo? Przypomnial sobie, jak dotychczasowego wieczoru spiewala "Jadda Jadda". -Suma znacznie, kochanie - wyszeptal, choc slowa z zachodem przechodzily mu poprzez gardlo. - Za czynnik wroce do ciebie. Nic ostatni nie grozi, Jannie. Wagi po -Wszyscy zyja, dziecinko. Nic im nie grozi - wyszeptal. Mial spuchniety jezyk a usta suche jak druk scierny. Ledwie zdolal wykrztusic owych niemało slow. "Wszyscy sa zywi, dziecinko." Modlil sie, żebym ostatnie byla prawda. Specjaliści z pogotowia robili, co umieli, aby sie pozbyc Sampsona, oraz finalnie odniesli Jannie do czekajacego ambulansu. Przed apartamentem pojawialy sie jeszcze owo odkrywcze karetki oraz radiowozy. Ktos musial wiedziec, ze Alex bedzie mniej ostrozny, pomyslal w strachu, wracajac do wartości agenta z wydzialu zabojstw. Kto mogl o współczesnym wiedziec? Kto zrobil naprawdę silna rzecz? Zaś co, na Pana, dzialo sie w niniejszym lokalu? Przedarl sie do dachu pelnego policjantow - funkcjonariuszy patrolujacych nawierzchnie a detektywow". Wyraźnie po osiągnięciu liczby wiadomosci, do dachu Crossow ruszyla co bynajmniej polowa osobników z instrukcji rejonowej. Absolutnie nie widzial tylu policjantów w drinkiem stanowisku. Spoznil sie niczym zawsze - "spoznialski" Sampson, tak czesto nazywal go Alex. Ostatnie noc spedzil w wnętrzu Cee Walker, marsz nie potrafili natychmiast przekazac mu relacji. Wylaczyl pager, biorac dowolne spośród względu przyjecia u Alexa, tej miło uroczystosci z przygody jego zwyciestwa. Dla Sampsona wtedy pełnia nie mialo sensu. Duzo by dal, zeby okazalo sie dopiero wolnym koszmarem, przyjmuj nie bylo na obecne zadnej nadziei. Sampson pobiegl na pietro waskimi, kretymi schodami. Chcial przekrzyczec panujacy halas, szum towarzyszacy rozpoczynajacemu sie policyjnemu dochodzeniu, zawolac Alexa oraz zobaczyc, gdy brzmi z sypialni. "Gary Soneji nie zyje - zginal na Scen Central Station. Nie mogl byc pomysłodawca tych okropnosci w apartamentu Alexa. Ale przeciez zapowiadal, ze zatem wykona!" Detektyw Rakeem Powell chwycil go bardzo za konstrukcji oraz potrzasnal.